« Urlop macierzyński – BEZ RUTYNY Lampy z hotelu w Porto »

Historia pewnego eksperymentu

Historia pewnego eksperymentu

Nie raz i nie dwa przeczytacie na tym blogu, że nie ma czegoś takiego jak „nieudany eksperyment”. Naprawdę nieudane eksperymenty to te, które nie zakończyły się żadnym wnioskiem. A ja swój mam!

 

Dwa tygodnie temu Mama przywiozła mi doskonale wyhodowane kiełki brokułów. Wyglądały ślicznie, wspaniale podnosiły smak sałatek i nadały domowi wiosenny charakter.

Ponieważ było to dwa tygodnie temu, uznałam, że zdążę wyhodować swoje rośliny i pokażę Wam zdjęcia w TYGODNIU KORZENI, kiedy to proponujemy obserwowanie, jak rośliny zapuszczają się w podłoże. Namówię Was w ten sposób do próbowania nowych rzeczy, tak jak my próbujemy w cyklu „Kreatywność w małych sprawach”

kreatywność w małych sprawch

 

Jak mi (nie) poszło?

1# Inspiracja: brokuły od Mamy

pierwsze podejście 1

 

2# Plan

Plan: nasiona i małe miseczki. Miseczki miały być małe, żeby ładnie wyglądały i żebym mogła wysiać różne nasiona za jednym zamachem.

pierwsze podejście 2

 

3# Podłoże

Nie miałam w domu waty, więc stosując technikę SCAPMER i robiąc ukłon w stronę szukania innych zastosowań dla zwykłych rzeczy, zdecydowałam się na ręcznik papierowy.

nie tak to inaczej

Odrysowałam kształt miseczek na ręczniku (dwie warstwy) i wycięłam podłoże.

pierwsze podejście 3

 

4# Nasiona

Nasypałam nasiona, wpisałam ich nazwy na naklejkę, a naklejkę pocięłam w paseczki i nakleiłam na miseczki.

pierwsze podejście 4

 

pierwsze podejście 5

 

pierwsze podejście 6

 

5# Efekty

Nasiona podlewałam kieliszkiem, żeby nie miały za dużo wody. Codziennie do nich zaglądałam i prawie już z nimi rozmawiałam. A jednak najpierw zgniła lucerna, potem rzeżucha, a na końcu rzodkiew. Skoro jednak trzymam się wersji, że żaden eksperyment nie jest porażką, o ile zakończy się wnioskiem, wyciagnęłam: zgniłe nasiona i wnioski:-)

pierwsze podejście 7

 

 6# Wnioski

Mała miseczka mi się nie sprawdziła, bo mogłam do niej wlać bardzo mało wody (wtedy szybko parowała) lub wlać trochę więcej (ale wtedy nasiona w niej stały). Przy drugim podejściu postawiłam na większe naczynie i tradycyjną watę. Trzy rodzaje nasion rozłożyłam równomiernie i znowu podpisałam.

pierwsze podejście 8

 

pierwsze podejście 10

 

pierwsze podejście 11

 

pierwsze podejście 9

 

Teraz trzymam kciuki, żeby wszystko się udało, bo jeśli stanę się ekspertem od rzeżuchy, to następną kompozycję zrobię na Wielkanoc!

Maja

 

P.S. EDIT: Jest grudzień, do kolejnej wiosny jeszcze daleko, ale już wiem, z czego można skorzystać, jeśli chce się mieć małe naczynia z różnymi nasionami. Takie cuda nazywają się KIEŁKOWNIKI i wyglądają tak:

kiełkowniki 0

kiełkowniki 1

Można je zamówić tutaj.  Ciekawe, czy projektant(ka) też ma za sobą eksperymenty podobne do moich?

 

Jeśli uważasz, że ten wpis może przydać się innym, prześlij go dalej lub udostępnij w mediach społecznościowych.

Jeśli przyda się Tobie, zostaw nam ślad w komentarzu.

Z góry dziękujemy:) Maja & Ania