« Co MOMO ma wspólnego z IMOMO ? Niecodzienność w maju »

Często podróżuję – sprytnie się pakuję!

Często podróżuję – sprytnie się pakuję!

Jak wiecie, zawodowo zajmuję się szkoleniami dla biznesu i choć wydawałoby się, że skoro mieszkam w dużym Wrocławiu, to tu będę miała najwięcej pracy, jest zupełnie inaczej. Szkoleń we Wrocławiu prowadzę dużo mniej niż tych w Warszawie, w górach czy salach konferencyjnych klientów.

Często więc podróżuję i od ponad 10 lat staram się znaleźć jakiś najlepszy sposób na pakowanie się. Wiele patentów przetestowałam na sobie, ale kiedy nocuję z innymi trenerami w tym samym miejscu, temat pakowania jest jednym z ulubionych i zawsze porównujemy nasze sposoby. Bo a nuż „zgapimy coś” już wypraktykowanego!

W ramach cyklu „Kreatywność w małych sprawach” zebrałam dziś kilka wskazówek dla osób, które często wyjeżdżają. Bo dobry pomysł zawsze jest wartościowy:)

 

kreatywność w małych sprawch

 

Mam nadzieję, że i Wy podzielicie się swoimi patentami!

1# Dwa zestawy kosmetyków

Miałam kiedyś dwa identyczne zestawy kosmetyków i przyborów toaletowych. W każdym z nich były kosmetyki, szczotka do włosów i suszarka. Jednego zestawu używałam w domu – leżał w szufladzie w łazience. Drugi zestaw: kosmetyczka, druga szczotka i druga suszarka czekały na stałe w walizce i nigdy nie były z niej wyciągane po powrocie z delegacji. To było w czasach, gdy bardzo dużo jeździłam – co tydzień spędzałam kilka dni poza domem, więc było to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Dodatkowy plus: jeśli w domowym zestawie właśnie skończył się krem, zawsze była do dyspozycji zapasowa kosmetyczka w walizce:) Minus tego rozwiązania: zamrożone pieniądze. Szczególnie jeśli używamy drogich kremów lub drogich perfum. Trzeba je mieć podwójne, a to nie każdemu musi odpowiadać.

 

2# Kosmetyczka, której nie wypakowujesz

Teraz testuję kolejny sposób. Mam jedną kosmetyczkę, do której mieści się wszystko poza suszarką do włosów. Gdy wracam ze szkolenia, nie wypakowuję do szuflady niczego, tylko wkładam do niej całą kosmetyczkę. Rano wyciągam z niej to, co jest mi potrzebne, a gdy znowu pakuję się na wyjazd, bez zastanowienia wrzucam kosmetyczkę do walizki. Podwójną mam tylko szczoteczkę i pastę do zębów – bo te stoją na blacie w łazience. Minus rozwiązania: trzeba mieć mało kosmetyków i w miarę stały zestaw do makijażu, żeby wszystko mogło zmieścić w kosmetyczce.

 

3# Ubrania, które się nie gniotą

Ja najczęściej podróżuję pociągami. Moja walizka rzadko leży w jednej pozycji i nie wożę ubrań na wieszaku. Zaopatrzyłam się więc w zestaw szkoleniowy: kilka sukienek i marynarek, które się nie gniotą i w zasadzie rzadko ich używam poza salą szkoleniową. Minus tego rozwiązania: na szkoleniu często jestem w tych samych ciuchach, a różne kobiety różnie to znoszą. Plus: za każdym razem w „zestawie szkoleniowym” widzi mnie inna grupa uczestników, dla nich jestem więc w czymś nieznanym, a ja nie wymyślam w co się ubrać, by wyglądać doskonale:)

 

4# Zapas ubrań w samochodzie

To sposób Moniki – ona na szkolenia zawsze jeździ samochodem. Podczas wyjazdów zdarzają się nam różne wypadki – oblanie spodni ketchupem czy pęknięty zamek w spódnicy. Nawet jeśli szkolimy w dużym mieście, ze sklepami, rzadko mamy czas i siły, żeby pojechać na zakupy. Aby nie martwić się w takich sytuacjach, Monika ma w samochodzie w pokrowcu dodatkowe ubranie i dodatkowe buty. Jeśli użyła tego ubrania, po szkoleniu je pierze. Jeśli nie – czeka na kolejne szkolenie. Ubrania oczywiście trzeba przygotowywać zgodnie z porą roku, no i co jakiś czas je odświeżać. Ale po ostatniej awarii spódnicy zaczęłam poważnie rozważać zabieranie dodatkowego zestawu se sobą.

 

5# Koc w bagażniku

Jeden ze znajomych trenerów opowiadał mi historię, która go spotkała na autostradzie. Jechał zimą w delegację i gdzieś przed nim zdarzył się wypadek. Auta stały w potężnym korku i po kilku godzinach było już jasne, że trzeba zacząć oszczędzać paliwo. Kolega wyłączył więc silnik i natychmiast zaczął marznąć – na zewnątrz było -17 stopni. Przez kilka kolejnych godzin toczył ze sobą walkę – wytrzymać zimno czy włączyć silnik i zużywać mocno ograniczoną benzynę. Historia ma pozytywne zakończenie – kolega przeżył bez odmrożeń i dojechał do celu. Od tego czasu jednak wozi ze sobą ciepły koc w bagażniku i czuje się bezpieczniej.

 

6# Lodówka i termos

Kiedy jestem na diecie lub nie chcę się odżywiać hot-dogami na stacji benzynowej, a jadę akurat samochodem, zabieram ze sobą przenośną lodówkę. Dzień wcześniej zamrażam do niej wkłady i przygotowuję sobie zdrowe posiłki na drogę – jogurty, sałatkę czy napój izotoniczny własnej roboty. W dniu wyjazdu ładuję to wszystko do lodówki turystycznej i na stacji benzynowej zatrzymuję się już tylko po to, by rozprostować kości. Mam też w planach wprowadzić w życie pomysł Magdy Nowak lub mojej mamy (obie to przecież twórcze babki). Mama jeździ z termosem, w którym ma kawę. Magda przywozi na masaż gorącą wodę z kardamonem i częstuje nią klientki! Muszę tylko kupić termos.

 

Czy Wy też macie jakieś sprytne pomysły na pakowanie się? Podrzucicie?

Maja

 

Jeśli uważasz, że ten wpis może przydać się innym, prześlij go dalej lub udostępnij w mediach społecznościowych.

Jeśli przyda się Tobie, zostaw nam ślad w komentarzu.

Z góry dziękujemy:) Maja & Ania